Rycerskość wieśniacza / Pajace
Pietro Mascagni / Ruggero Leoncavallo

13 czerwca 19:00
Kategoria:
Opera
Czas trwania:
Bilety:
Język:
włoski z polskimi napisami

O spektaklu

Repertuarowy włoski tandem: słynne opery "Pajace" i "Rycerskość wieśniacza". Zwyczajowo od ponad stu lat wystawiane na wielu scenach łącznie-jednoaktową "Rycerskość wieśniaczą" ("Cavalleria rusticana") skomponował Pietro Mascagni (prapremiera Rzym 1890), autorem dwuaktowej opery "Pajace" ("Pagliacci") jest Ruggiero Leoncavallo (wystawiona po raz pierwszy na scenie w Mediolanie, 1892). Oba dzieła uważane są za reprezentatywne dla gatunku opery werystycznej, stawiającej sobie za cel służenie prawdzie psychologicznej, to przykłady swoistego operowego "realizmu". Opery te przyniosły swoim twórcom natychmiastową światową sławę, której nie dorównało żadne późniejsze dzieło tych kompozytorów. "Rycerskość wieśniacza" i "Pajace" to południowy włoski pejzaż, to historie zwykłych ludzi i przede wszystkim wielkie ludzkie emocje, zrodzone przez miłość i zazdrość, prowadzące do tragicznego finału. Od ponad stu lat nieprzerwanie wzrusza widzów na całym świecie aria "Śmiej się pajacu!", a operowe kroniki przechowują nadal relacje z czasów, gdy "Rycerskość wieśniacza" szturmem zdobywała kolejne teatry muzyczne od Sztokholmu po Meksyk. Wrocławski spektakl ma szanse przypomnieć te triumfy.

Obsada

Santuzza -
Eliza Kruszczyńska
Turiddu -
Tomasz Kuk*
Lucia -
Barbara Bagińska
Alfio -
Jacek Jaskuła
Lola -
Aleksandra Opała
Canio -
Tomasz Kuk*
Nedda -
Anna Lichorowicz
Tonio -
Łukasz Motkowicz*
Beppo -
Aleksander Zuchowicz
Silvio -
Łukasz Rosiak
I wieśniak -
Marcin Grzywaczewski
II wieśniak -
Edward Kulczyk

* - gościnnie

Streszczenie libretta

Pietro Mascagni "Rycerskość wieśniacza" / "Cavalleria rusticana" - Melodramma w 1 akcie

Wielkanoc w małej, sycylijskiej wiosce. Młody wieśniak Turridu sławi urodę Loli, kobiety fatalnej, dla której gotów jest poświęcić życie. Na scenie wyłania się wiejski placyk o poranku, kościół i dom Mammy Lucii, matki Turridu. Do Mammy Lucii podchodzi dziewczyna imieniem Santuzza, w poszukiwaniu Turridu. Stara kobieta próbuje ją oddalić, zapewniając, że syn poszedł do miasta po wino, lecz Santuzza twierdzi, że widziano go ostatniej nocy w okolicy. Zaskoczona Mamma Lucia zaprasza ją do siebie. Santuzza jednak odmawia, mówiąc, że jest wyklęta. Zbliża się woźnica Alfio, mąż Loli, prosząc Mammę Lucię o kielich wina. Gdy ta odpowiada, że Turridu jeszcze nie wrócił z dostawą z Francofonte, Alfio wyraża zdziwienie, potwierdzając słowa Santuzzy: on także widział Turridu ostatniej nocy niedaleko swej zagrody. Wszyscy przyłączają się do słów modlitwy dobiegających z kościoła. Sam na sam z Mammą Lucią, Santuzza wyznaje jej całą prawdę. Turridu miał kiedyś romans z Lolą. Kiedy jednak poszedł do wojska, ona wyszła za mąż za Alfio. Turridu znalazł wówczas szczęście u boku Santuzzy, lecz zazdrosna Lola ponownie go uwiodła i zdradziła z nim swego męża. Mamma Lucia dowiaduje się, że cała wioska huczy od plotek, a jedynie Alfio, jak zwykle, nie ma o niczym pojęcia. Powraca Turridu, którego Santuzza próbuje raz jeszcze nakłonić do powrotu, jednak ten na widok Loli rzuca się za nią w pościg. Zrozpaczona Santuzza wpada przypadkiem na Alfia i wyznaje mu całą prawdę. Woźnica przysięga zemstę i zabija Turridu w pojedynku.

Ruggiero Leoncavallo "Pajace" / "Pagliacci"

Garbaty Tonio, w kostiumie pokracznego Taddea, postaci z komedii dell'arte, wykłada widzom treść i sens dramatu, który zostanie dla nich za chwilę odegrany. Będzie to kawałek prawdziwego życia, gdzie cierpienie i łzy będą również prawdziwe, gdyż artyści to żywi ludzie, tacy sami jak wszyscy. Wędrowna trupa Cania przybywa w dzień Wniebowzięcia do małego miasteczka w Kalabrii, triumfalnie witana przez wieśniaków. Beppe, w kostiumie Arlekina, prowadzi wózek zaprzęgnięty w osła; Nedda, w kostiumie Kolombiny, trzyma wielki bęben; Canio, przebrany za Pajaca, gra na trąbce; Tonio zaś, nadal w kostiumie Taddea, stroi miny. Na dźwięk kościelnych dzwonów ogłaszających nieszpory, wszyscy się oddalają. Opuszczona Nedda powierza chmurom swe udręki i tęsknotę za nieosiągalną wolnością. Stała się bowiem niewolnicą męża-tyrana. Zaskakuje ją Tonio i korzystając z chwili samotności wyznaje jej swą namiętność. Nedda odpycha go jednak z obrzydzeniem, a gdy garbus próbuje skraść jej pocałunek, dostaje po twarzy szpicrutą. Wściekły Tonio odchodzi, przysięgając zemstę. Gdy dowiaduje się o romansie Neddy z młodym wieśniakiem Silvio, informuje o tym niezwłocznie jej męża Cania. Podczas przedstawienia, wystawianego dla mieszkańców wioski, Canio zrywa maskę i ukazuje osłupiałej publiczności prawdziwą twarz zdradzonego męża. Chwytając nóż leżący na stole, Canio żąda od Neddy imienia swego kochanka. Gdy zaś i ona zrzuca kostium, ten zabija ją na oczach widzów. Silvio podażą ukochanej na ratunek i już wkrótce dzieli jej los. Odwracając się ku skamieniałej z przerażenia publiczności, Canio przemawia zdławionym głosem: "komedia skończona".

Streszczenie libretta na podstawie "Tysiąc i jedna Opera" Piotra Kamińskiego.

Obsada

Recenzje spektaklu

Po prostu: La commedia e finita!

Waldemar Zawodziński to nie tylko świetny reżyser operowy. Absolwent Akademii Sztuk Plastycznych umie na scenie wyczarować światy zaskakujące. Po?kazał: to we Wrocławiu w rewelacyjnych "Raju utraconym" i "Bo-rysie Godunowie") czy spektakularnych w swoim rozmachu inscenizacyjnym "Opowieściach Hoffmanna". Nie inaczej było w najnowszej wrocławskiej premierze dwóch jednoaktówek: "Rycerskość wieśniacza" i "Pajace".
Obie opery należą do nurtu tz w. opery werystycznej, stawiającej sobie za cel wiarygodność psychologiczną postaci i realizm zdarzeń. W obu mamy więc opowieści o tragicznej w skutkach miłości, o zazdrości i żądzy zemsty. Pierwsza rozgrywa się na włoskiej prowincji, wśród tzw. zwykłych ludzi. Bohaterami drugiej są aktorzy commedii dell'arte. Obie rozgrywają się zgodnie z antyczną zasadą trzech jedności dramatu: miejsca, czasu i akcji. Zawodziński dodatkowo połączył je scenografią, co zdarza się rzadko, bo zwykle obie jednokatówki traktowane są jako zupełnie odrębne dzieła, choć dotykające właściwie tego samego tematu.
W sobotniej premierze w "Rycerskości wieśniaczej" wyróżniła się Jadwiga Postrożna w roli mamy Lucii, o której reżyser już po spektaklu powiedział wprost: - Wśród bardzo dobrych arty?stów wrocławskiej sceny ona jest artystką wybitną.
Piękną barwę głosu miał też bułgarski tenor Kamen Chanev w roli Turiddu, choć w dramatycznej arii, kiedy żegnał się z matką tuż przed bójką, która skończy się dla niego śmiercią, nie uniknął ewidentnego kiksu. I tak jak bardzo dobry był Jacek Jaskuła w partii Alfia, tak niezbyt przekonały mnie Anna Bernacka (Lola) i Aleksandra Makowska (Santuzza), choć świetnie śpiewają w innych dziełach wystawianych w Operze Wrocławskiej. Trudno też było nie uśmiechnąć się, kiedy dwóch rywali, przystępując do bójki, gryzie się po uszach, ale trzeba się przywyczaić do mielizn operowych librett. Wątpliwości, jakie pojawiały się przy "Rycer-skości...", minęły jednak w"Pajacach".
Nikolay Dorozhkin, Mariusz Godlewski, Anna Lichorowicz i Łukasz Gaj tworzą mocny team. Duet Lichorowicz i Gaja w partii Colombiny i Arlekina urzekają wdziękiem. Dorozhkin zaś konsekwetnie, z roli na role, rozwija się i efekty jego pracy i widać, i słychać. Kiedy jego bohater Canio zabija niewierną żoną i jej kochanka, a ze sceny padają słynne słowa "La commedia e finita!" (Komedia skończona), dłonie same rwą się do oklasków. A Godlewski jest klasą samą w sobie - nie przypominam sobie jego słabszej partii. Za scenografię Zawodzińskie-mu należą się oddzielne brawa. Oszczędna, z bardzo dobrze wykorzystanym światłem, zmienia całkowicie charakter w "Pajacach" - tak charakterystyczne dla comedii dell'arte kostiumy nie są przypisane jej bohaterom, ale tworzą ramy sceny, na której wszystko się rozgrywa. Dramat uczuć staje się komedią, w której widzowie są jak martwe lalki -świadkami niezdolnymi do reakcji.
PS Podczas niedzielnej premiery zacięła się kurtyna - element scenografii. Ewa Michnik, dyrygująca orkiestrą, przerwała spektakl na kilka minut.
czytaj więcej
Katarzyna Kaczorowska
POLSKA Gazeta Wrocławska

Dramat męża rogacza

Już wybór tytułów na premierę Opery Wrocławskiej był nieco ryzykowny. Dwa dzieła, które 120 lat temu podbiły świat, wzbudzając emocje -"Rycerskość wieśniacza" Pietra Mascagniego i "Pajace" Ruggiera Leoncavalla - wydają się zwietrzałe.
Czy mogą jeszcze bulwersować tragedie porzuconych kobiet, niewierność prowadząca do tragedii, zdradzeni mężowie zabijający kochanków swych żon, skoro żyjemy w czasach, kiedy niewierność prowadzi jedynie do rozstań i szybkich rozwodów.
Bohaterami obu oper są sycylijscy wieśniacy. Choć ich ubrania trzeba poddać tylko drobnym modyfikacjom, by wyglądały na współczesne, a miłość i zdrada dotykają każdego od tysiącleci, to jednak tym opowieściom z końca XIX wieku brakuje rzeczy podstawowej: życiowej prawdy.
Ta myśl natrętnie towarzyszyła mi, gdy oglądałem "Rycerskość wieśniaczą". Spektakl Waldemara Zawodzińskiego - reżysera i scenografa zarazem - ma wszystkie najlepsze cechy stylu inscenizacyjnego tego artysty: urodę i czystość plastyczną, piękne operowa?nie światłem, precyzyjnie prowadzony ruch w scenach zbiorowych. A jednak wszystko wydaje się sztuczne i pozbawione emocji, co wykonawcy zastygający w rozmaitych pozach zdawali się jeszcze bardziej uwydatniać.
I kiedy można było sądzić, że otrzymaliśmy dowód, iż tzw. operowy weryzm, którego "Rycerskość wieśniacza" jest sztandarowym dziełem, całkowicie się zestarzał, w drugiej części wieczoru nastąpiła we Wrocławiu zadziwiająca odmiana. W "Pajacach" będących kolejną odmianą miłosnego trójkąta emocje pulsują od pierwszych niemal taktów, a perypetie bohaterów śledzi się z zainteresowaniem.
Z pewnością reżysera bardziej zainspirowała ciekawsza konstrukcja "Pajaców". Leoncavallo zastosował "teatr w teatrze", oryginalnie wymieszał commedia dell'arte z krwawą tragedią. Oto na oczach wiejskiej widowni Pajac staje się świadkiem niewierności Kolombiny, a więc musi nie tylko odegrać swoją sceniczną rolę, ale i zmierzyć się z tym, że w życiu żona przyprawiła mu rogi.
Zawodziński bawi się teatralno-cyrkowymi konwencjami, zacierając granice między grą a życiem, między aktorami a widzami. Każdy bohater Leoncavalla przecież udaje: zżerany zazdrością Canio nosi maskę pogodnego Pajaca, Nedda-Kolombina gra troskliwą żonę, Tonio to przyjaciel Cania, ale kieruje nim chęć zemsty na Neddzie, która odtrąciła jego zaloty.
Jest wszakże we wrocławskich "Pajacach" coś więcej niż tylko reżyserska precyzja. Już na wstępie, gdy Mariusz Godlewski (Tonio) odśpiewuje słynny prolog - manifest weryzmu, zapowiadający, że widzowie obejrzą prawdziwe, a nie udawane łzy, każda fraza muzyki Leoncavalla zaczyna żyć.
Tenor Nikołaj Dorożkin nie zachwyca urodą głosu, ale potrafi nim wyrazić tyle ekspresji i niuansów, że jako Canio wzrusza. Kamen Chanev (Turridu u Mascagniego) dysponuje lepszymi warunkami wokalnymi, ale skupia się jedynie na tym, by oszołomić widza siłą i brzmieniem głosu. Z dwóch odtwórczyń głównych ról kobiecych lepsze wrażenie wywarła Anna Lichorowicz (Nedda) niż śpiewająca w sposób szkolny i bez wyrazu Aleksandra Makowska jako Santuzza. Ta bohaterka Mascagniego tym razem pozostała w cieniu Jadwigi Postrożnej (Lucia).
Jaki z tego wniosek? O ostatecznym efekcie pracy reżysera decydują śpiewacy. Myśl tę dedykuję wszystkim inscenizatorom, którym wydaje się, że są w teatrze operowym najważniejsi.
czytaj więcej
Jacek Marczyński
Rzeczpospolita

"Pajace" i katharsis. Recenzja premiery w Operze Wrocławskiej

Na pierwszą premierę sceniczną sezonu warto było czekać aż do grudnia przede wszystkim po to, by obejrzeć znakomitą inscenizację "Pajaców" Ruggiero Leoncavallo. Waldemar Zawodziński wyważył proporcje między dramatem i komedią do tego stopnia perfekcyjnie, że rozbawionemu widzowi uśmiech zamiera na twarzy, kiedy pada finalna kwestia "La Commedia e finita".

Mało spektakularnie wypadła natomiast premiera poprzedzającej "Pajace" jednoaktówki "Rycerskość wieśniacza" Pietro Mascagniego i zaważyło tu kilka elementów. Reżyserowanie dwóch, nawet bliźniaczych (zwłaszcza w częstotliwości wspólnego wystawiania) oper przy założeniu, że każdemu poświęci się równie duże zaangażowanie, jest sporym wyzwaniem. Wprawdzie kluczowa część scenografii (projektu samego reżysera) pozostała identyczna w przypadku obydwu dzieł, jednak pod każdym innym względem Waldemar Zawodziński wyraźnie skontrastował utwory włoskich kompozytorów. W "Rycerskości wieśniaczej" skupił uwagę widzów na kameralnym dramacie, jaki rozgrywa się pomiędzy trojgiem głównych bohaterów- Turiddu (świetny bułgarski tenor Kamen Chanev) a Lolą (Anna Bernacka) i Santuzzą (Aleksandra Makowska), dwiema kobietami, które są mu bliskie.

W "Pajacach" natomiast reżyser olśnił bogactwem barw, przedstawiając teatralny świat, w którym wszystko, poza uczuciami (a być może i uczucia) jest nieodłącznym elementem z góry ustalonej i wyreżyserowanej konwencji. Dramat rozpoczyna się, kiedy aktorzy odmawiają grania swoich odwiecznych kwestii, ale chcą przemówić własnym głosem.

O ile inscenizację opery Leoncavalla zapamiętamy na długo w realizacji "Rycerskości wieśniaczej" zabrakło magii, wyczuwalnej chęci uwiedzenia widza poruszającą przecież historią. Statyczność chóru, niektóre z rozwiązań scenograficznych (choćby sporych rozmiarów koń na kółkach, którego dosiada Alfio- dobrze obsadzony Jacek Jaskuła), czy, zapewne niezamierzony, feralny gest Turiddu siadającego na kolanach swojej matce Lucii (wywołując zresztą ogólną wesołość na widowni) podziałały na niekorzyść. Podobnie otwierająca operę scena miłosna pomiędzy Turiddu i Lolą odgrywana dokładnie w rytm muzyki, przez co jednak zamieniona w groteskę.

W przypadku opery Mascagniego zadziałał może jednak i upływ czasu oraz zmieniająca się na przestrzeni lat moda na weryzm, prąd, którego przedstawiciele wyjątkowo silnie, dziś powiedzielibyśmy, nawet ekshibicjonistycznie, eksponowali uczucia. Znaczące, że lepiej bronią się teraz "Pajace" Ruggiero Leoncavallo i to nie tylko za sprawą oryginalnego libretta i koncepcji pokazania teatru w teatrze (aktor Canio z wędrownej trupy teatralnej, dowiedziawszy się, że zdradza go żona Nedda postanawia się zemścić i zabija ją oraz jej kochanka podczas przedstawienia, jakie zespół daje przed zgromadzoną publicznością).

Przede wszystkim muzyka Leoncavalla oddziałuje z taką samą siłą, jak musiała oddziaływać przed laty. Pierwszy operowy utwór włoskiego kompozytora zawiera wszystkie cechy spektakularnego debiutu- mistrzowską partyturę z wirtuozerskim pazurem (i bogatym wykorzystaniem możliwości instrumentów dętych), a przy tym niezapomniane melodie i jedną z najbardziej przejmujących tenorowych arii w historii opery -"Vesti la giubba". Ponadto Leoncavallo stworzył bohaterów, których rozterki wciąż są aktualne i uczynił postaci charakterologicznie wiarygodnymi. Canio (Nikołaj Dorożkin) to rozpaczliwie kochający żonę mężczyzna, Nedda (dobra Anna Lichorowicz) znużona miłością męża kokietka, Tonio (idealnie obsadzony Mariusz Godlewski) to typ szekspirowskiego Jago knującego intrygę. Jest jeszcze Silvio (Michał Kowalik), kochanek Neddy, chcący rozpocząć z nią nowe życie.

O takim entrée w świecie teatru marzył i pewnie wciąż marzy każdy twórca. Leoncavallo nigdy później nie powtórzył już żadnym dziełem sukcesu "Pajaców". Ewa Michnik z niewiarygodną wprost perfekcją przygotowała orkiestrę, a Waldemar Zawodziński odczytał dzieło Włocha w sposób, który zaskakuje od pierwszej do ostatniej minuty. Pomysłowość reżysera wydawała się nie mieć końca, a świetne, choć proste rozwiązania (zwłaszcza w scenie kulminacyjnej-spektaklu, podczas którego aktorzy wędrownej trupy odgrywają role rodem z commedia dell?arte) zostały zastosowane z precyzją prestidigitatora.

Choreograf Janinie Niesobskiej udało się też nakłonić śpiewaków, by wykonali kilka ćwiczeń gimnastycznych dla uwiarygodnienia swoich postaci. Wszystko po to, by widz uległ iluzji, przyglądał się biernie wydarzeniom, jak nieruchomy chór na scenie. W rzeczywistości jednak twórcy trzymali widownię w uścisku, nie zwalniając objęcia ani na chwilę aż do wstrząsającego finału. Kiedy z ust Pajaca Canio (znakomity Nikołaj Dorożkin) padła słynna ostatnia kwestia "La Commedia e finita" meloman mógł mieć wrażenie, jakby w teatrze przeżył właśnie katharsis.

czytaj więcej
Magdalena Talik
kreatywnywroclaw.pl

PAJACE (Opera Wrocławska)

Przez pierwsze 80 minut najnowszej premierowej propozycji Opery Wrocławskiej z niedowierzaniem pytałem siebie w myślach: gdzie się podział inscenizacyjny rozmach Waldemara Zawodzińskiego? Na scenie bowiem działo się niewiele, a do teatru operowego przychodzi się jednak nie po, by tylko posłuchać muzyki. Ten ponadgodzinny seans scenicznego nudziarstwa w naprawdę starym stylu skłania do wniosku ostatecznego: by wreszcie rozwieść Mascaniego z Leoncavallem, bo taki mariaż wyraźnie odbywa się kosztem PAJACÓW. Uroczą, swoją drogą, muzykę z RYCERSKOŚCI WIEŚNIACZEJ zostawiłbym wyłącznie do popisów koncertowo-recitalowych, chyba że reżyser miałby na nią pomysł.

Ewa Michnik mówiła mi o niedawnej realizacji niemieckiej, gdy PAJACOM towarzyszyła opera współczesna. Z kolei Michigan Opera Theatre z Detroit wystawił w tym roku dzieło Leoncavalla jako tytuł odrębny, wcielając w fabułę początku II aktu sekwencję baletową, opartą na muzyce z ZAZY, innej opery tego kompozytora. We Wrocławiu nie zdecydowano się na któryś z podobnych kierunków, szkoda. Może dyrektor Ewa Michnik miała nadzieję, iż taki macher jak Zawodziński znajdzie sposób i na tę ramotę o tym, jak obie kochają jego, jedna jest zazdrosna, cierpi i mści się rękami męża tamtej, która jej go odebrała. Przykro patrzeć na męczarnie pięknie śpiewającej Aleksandry Makowskiej (Santuzza), zasupłanej w zestaw gestów męczenniczych. Od otwierającego niby-erotycznego duetu Loli i Turiddu po zabawną w swej nieporadnej śmieszności scenę błogosławieństwa matki daje się odczuć sztuczność scenicznych sytuacji, niewypełnionych ani atrakcyjną treścią, ani choćby inscenizacyjnym trikiem. Deseczka udaje siodło, by śpiewak mógł na chwil parę stanąć na grzbiecie nieprawdziwego rumaka, tancerze pchają pięć drzewek na kółkach, by zrobić plener. O zaznaczenie umowności pewnie reżyserowi chodziło, ale nie wyszło, bo akcentów jest za mało i brakuje im inwencji. Wysiłki znakomitych wokalistów (Anny Bernackiej, Jacka Jaskuły, wspomnianej Makowskiej i przede wszystkim mocno śpiewającego Kamena Chanewa, bardzo dobrze brzmiącej orkiestry oraz chóru) idą w gwizdek, lecz, z drugiej strony, jedynie dzięki nim nie słychać gwizdów.

Za to po przerwie, już od prologu Tonia vel Taddea (zasłużenie przyjmowany owacjami Mariusz Godlewski) widać zmianę. Nie bez powodu Leoncavalla uważano za świetnego librecistę. Tekst (i treść) PAJACÓW ciągle żyje, fabularnie i intelektualnie zaciekawia, a nawet wzrusza. Do miłosnego trójkąta (czworokąta) włoski mistrz dodał problem artysty, który mimo prywatnego życiowego dramatu musi komedię odegrać. Łatwo to przenieść na codzienne życie widzów. Wszyscy jesteśmy komediantami, rzadko ściągamy maski, zrzucamy fasadowy kostium. Doskonale pokazuje to i wspaniale wyśpiewuje Nikolay Dorozhkin (Canio). Można powiedzieć, że aria Pajaca (Vesti la giubba) to samograj, ale tak naprawdę niełatwo wykonać przebój znany wszystkim na przykład z wersji Pavarottiego. Uwielbianemu przez zwłaszcza żeńską publiczność Godlewskiemu Dorozhkin dotrzymuje dramatycznego kroku, jeśli z nim tym razem nie wygrywa. Wszechstronnym talentem pobłyskują Łukasz Gaj (Beppo) i Michał Kowalik (Silvio), a Anna Lichorowicz przechodzi siebie w spełnianiu akrobatyczno-choreograficznych życzeń Janiny Niesobskiej, nie wspominając o głosowej i aktorskiej urodzie jej Neddy. W PAJACACH wreszcie odnajdujemy scenograficzno-inscenizacyjny szlif Zawodzińskiego, kostiumową wyobraźnię Małgorzaty Słoniowskiej, a po opadnięciu kurtyny, kiedy commedia e finita - jak to się mówi - dłonie same składają się do oklasków.

Gdy przenikały się światy, realny i sceniczny, w rytm nut i słów Leoncavalla, przypominałem sobie, jak po niełatwym ustaleniu dogodnego dla nas obu terminu, umówieni z Waldemarem Zawodzińskim na sobotę 10 kwietnia 2010 roku, zdecydowaliśmy, że wywiadu nie odwołamy. Mimo wszystko. W tamtym smoleńskim czasie nie grano wprawdzie spektakli, ale artyści próbowali (BORYSA GODUNOWA), dziennikarze nagrywali nie tylko rozmowy o tragedii, bo, owszem, trudno Pajacowi w żałobie wyjść do widzów i zapewniać im rozrywkę, lecz i tak jest, że praca w radzeniu sobie z żałobą pomaga. Często nawet chciałoby się na scenie pozostać dłużej, aby do pustego domu, niewiernej żony, zwyczajności życia nie wracać.
czytaj więcej
GRZEGORZ CHOJNOWSKI
chojnowski.blogspot.com

Weryzm nadal potrafi zachwycać

Od kilkudziesięciu lat utarła się w świecie tradycja wystawiania "Pajaców" i "Rycerskości wieśniaczej" w ramach jednego wieczoru. Wielokrotnie usiłowano tę tradycję przełamać i zestawiano oba dzieła z inną operą, a czasami nawet baletem - bez większego jednak powodzenia. Publiczność jest najbardziej zadowolona kiedy może obejrzeć te opery, opowiadające historię tragicznej miłości, podczas jednego wieczoru. Tak też stało się w Operze Wrocławskiej, gdzie 15 grudnia miała miejsce premiera obu dzieł w inscenizacji i reżyserii Waldemara Zawodzińskiego.

"Pajace" i "Rycerskość" wieśniacza należą do najpopularniejszych dzieł włoskiego weryzmu. Obie opery powstały niemal w tym samym czasie. Zostały skomponowane na ten sam konkurs ogłoszony w 1889 roku przez wydawcę Sonzogno. "Rycerskość wieśniacza" Pietro Mascagniego znalazła się wśród trzech nagrodzonych oper i już 17 maja 1890 roku miała, zakończoną głośnym sukcesem, prapremierę w rzymskim Teatro Constanzi. "Pajace" Ruggiero Leoncavallo, nie otrzymały żadnej nagrody bo nie spełniły konkursowego warunku opery jednoaktowej, dlatego ich prapremiera odbyła się dopiero 21 maja 1892 roku w Teatro dal Verme w Mediolanie. Obie mają taki sam początek, zamiast uwertury w "Rycerskości..." mamy Sicilianę śpiewaną przez Turiddu, "Pajace" rozpoczyna prolog Tonia. Akcja obu oper dzieje się w ciągu jednego dnia, "Pajaców" 15 sierpnia, "Rycerskości..." w Święto Wielkanocne. Łączą je również prawda uczuć i emocji oraz symfoniczne intermezza. Oba dzieła zapewniły sławę i uznanie swoim twórcom, którzy nie powtórzyli już później tego życiowego sukcesu przechodząc do historii opery jako kompozytorzy tych właśnie oper.

Waldemar Zawodziński rozegrał obie opery w tej samej prostej scenografii białych prostych schodów i łączącej je platformy oraz kolorystyce co sprawiło, że tworzą one spójną całość. "Rycerskość..." utrzymana jest w tradycyjnej dla Sycylii kolorystyce szaro-biało-czarnej, "Pajace" urzekają feerią barw weneckiego karnawału w scenie finałowej. Schody w obu przypadkach stały się miejscem, z którego chór komentuje akcję co najbardziej się sprawdziło w finale "Rycerskości..". Istotną rolę w obu operach przypisano oświetleniu, które buduje klimat każdej ze scen. Jak zwykle u Zawodzińskiego inscenizacja urzeka dynamicznym rozmachem, dramaturgiczną zwartością scen zbiorowych i wyrazistym określeniem każdej z postaci oraz budową napięcia między bohaterami dramatu.

W obsadzie na pierwszy plan wysunęli się tym razem panowie, Kamen Chanev jako znakomity Turiddu oraz Nikolay Dorozhkin w partii Cania. Dorozhkin nie tylko pięknie śpiewał, ale również delikatnie, bez nadużywania ekspresji, budował kreację nieszczęśliwego pajaca, którego dramat skrywa maska wiecznego komedianta. Jego Canio ma w sobie nie tyle łzawą rozpacz co tłumioną rezygnację i wolę walki. Najpełniej słyszy się to w słynnej arii "Vesti la giubba" śpiewanej pełnym ekspresji głosem, oraz finałowym "Di morte negli spasimi", które przyprawia o dreszcz przerażenia. Interesującym pomysłem okazała się rezygnacja z uświęconej tradycją charakteryzacji twarzy Cania podczas śpiewania tej arii. Śpiewana bez tego stała się bardziej prawdziwa i pozbawiona operowego patosu. Równie świetną kreację aktorską i wokalną stworzyła Jadwiga Postrożna w niewielkiej roli Lucii, matki Turiddu. Wydatnie jej w tym pomogły plastyczne aktorstwo, którym budowała obraz swojej bohaterki typowej dla południowych Włoch matki, głowy rodziny oraz piękny głos o wyrównanym brzmieniu i dobrej emisji. Jacek Jaskuła (Alfio) i Anna Bernacka ( Lola) z pełnym powodzeniem wystąpili w swoich rolach. W Rycerskości jedynie Aleksandra Makowska nie potrafiła mnie przekonać do swoich poczynań, tak wokalnych jak i aktorskich w partii nieszczęśliwej Santuzzy. Mam wrażenie, że zbyt wcześnie zdecydowała się na zaśpiewanie tej partii. Natomiast Anna Lichorowicz okazała się świetną wokalnie i aktorsko Neddą. Podobnie jak z przyjemnością obserwowałem i słuchałem Mariusza Godlewskiego, który już w pięknie zaśpiewanym prologu dał próbkę swoich wokalnych możliwości, co później w pełni potwierdził w pełnej dramatyzmu kreacji Tonia. Ewa Michnik od dyrygenckiego pulpitu wyraziście budowała gęstniejącą z minuty na minutę atmosferę prowadzącą do tragicznego finału. Muzyka pod jej batutą miała właściwy dramatyzm, emocjonalny żar i liryzm. Pięknie zagrane oba intermezza słusznie nagrodzono gromkimi brawami.
czytaj więcej
Adam Czopek
www.maestro.net.pl

Najbliższe spektakle

Cyganeria

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
180 min.
Bilety:
40-100 zł
Kup bilet Szczegóły
22 listopada
19:00

Kopciuszek

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
180 min.
Bilety:
40-100 zł
Kup bilet Szczegóły
23 listopada
19:00

Cyganeria

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
180 min.
Bilety:
40-100 zł
Kup bilet Szczegóły
24 listopada
19:00

Accademia dell'Opera

Kategoria:
Dla dzieci
Czas trwania:
60 min.
Bilety:
20 zł
Kup bilet Szczegóły
25 listopada
11:00

Accademia dell'Opera

Kategoria:
Dla dzieci
Czas trwania:
60 min.
Bilety:
20 zł
Kup bilet Szczegóły
25 listopada
13:00

Kopciuszek

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
180 min.
Bilety:
40-100 zł
Kup bilet Szczegóły
25 listopada
18:00

Karnawał zwierząt

Kategoria:
Balet
Czas trwania:
50 min.
Bilety:
30-50 zł
Kup bilet Szczegóły
27 listopada
11:00

Karnawał zwierząt

Kategoria:
Balet
Czas trwania:
50 min.
Bilety:
30-50 zł
Kup bilet Szczegóły
27 listopada
13:00

Amanti dell'Opera

Kategoria:
Chór
Czas trwania:
60 min.
Bilety:
10 zł
Kup bilet Szczegóły
29 listopada
16:00

Madame Butterfly

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
180 min.
Bilety:
40-100 zł
Kup bilet Szczegóły
29 listopada
19:00