Opera Madame Butterfly została wystawiona po raz pierwszy w mediolańskiej La Scali 17 lutego 1904 roku, ponosząc w zasadzie klęskę. Powody „największego fiaska w karierze Pucciniego” (Piotr Kamiński, Tysiąc i jedna opera) wiązały się z niezbyt szczęśliwą, pierwotną koncepcją dzieła, która zakładała podział na dwa akty. Po niepowodzeniu kompozytor zmienił koncepcję, dokonał przeróbek utworu, zdecydował się na budowę trzyaktową, ponadto nieco skrócił całość, dodał także nową arię. Na ponowną premierę wybrano tym razem teatr w Brescii, gdzie już 28 maja tego samego 1904 roku przeredagowana opera odniosła wielki triumf, trwający nieprzerwanie do dzisiaj. Opowieść o miłości młodziutkiej gejszy do amerykańskiego oficera pokochały pokolenia widzów i słuchaczy.
Inspiracją dla Pucciniego stała się sztuka Madam Butterfly Davida Belasco, którą kompozytor obejrzał w Londynie. Dużą rolę, oprócz interesującego wątku miłosnego, odegrał tu też oczywiście aspekt japoński, który dawał ożywczy powiew egzotyki. Puccini postarał się o określone nawiązania do tradycji japońskiej, subtelnie posługując się m.in. skalą pentatoniczną. Tytułowa bohaterka uosabia szczerą miłość, małżeństwo z Pinkertonem traktując poważnie. Amerykański porucznik Pinkerton okazuje się cynicznym i nieodpowiedzialnym mężczyzną, dla którego to „małżeństwo” ma być tylko pretekstem do uwiedzenia młodej Japonki. Od egoistycznego stanowiska Pinkertona dystansuje się amerykański konsul Sharpless, nikt ani nic nie zdoła jednak zapobiec zbliżającej się tragedii. To subtelna i wierna Cio-Cio-San (Butterfly) zgodnie ze swoim losem i z japońską, honorową tradycją zapłaci najwyższą cenę za bezduszny kaprys Amerykanina. (Artur Bielecki, Śmiertelnie gorzki romans z Kraju Kwitnącej Wiśni, Opera Wrocławska 2015)
Autorem koncepcji reżyserskiej Madame Butterfly wystawianej w Operze Wrocławskiej jest Giancarlo del Monaco. Reżyser przenosi akcję w drugą połowę lat 40. XX wieku, w okres po wybuchu bomby atomowej w Hiroszimie. Spektakl utrzymamy jest w konwencji czarno-białego filmu. W scenie końcowej Butterfly, zabijając się, widzi jak jej dziecko zostaje porwane. Takie zakończenie dzieła potęguje tragedię tytułowej bohaterki i ukazuje, że poświęcenie Cio-Cio-San poszło na marne.