Opowieści Hoffmanna - Jacques Offenbach

24 lutego 19:00
Kategoria:
Opera
Czas trwania:
Bilety od:
40 zł
Język:
francuski z polskimi napisami

O spektaklu

Opowieści Hoffmanna  to ostatnie, niedokończone dzieło Offenbacha, mistrza żartobliwej muzy, autora operetek i muzycznych komedii, m. in. Pięknej Heleny,  Orfeusza w piekle  i Życia paryskiego.

Jacques Offenbach (1819-1880), paryski kompozytor rodem z Kolonii, uważany jest za wybitnego reprezentanta dziewiętnastowiecznej operetki francuskiej. W swoich pełnych humoru i inwencji melodycznej dziełach wyśmiewał życie społeczno-polityczne Francji czasów Napoleona III.

Odnosił międzynarodowe sukcesy (jego Kankan  podbił cały świat), ale też zmagał się z bankructwami. Pod koniec życia zapragnął stworzyć dzieło wyjątkowe: operę fantastyczną Opowieści Hoffmanna,  opartą na modnych opowiadaniach Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmanna. Opowieści  są jedyną wybitną operą Offenbacha, znacznie przerastającą jego operetki wartościami artystycznymi. Kompozytor pragnął stworzyć dzieło, które zapewniłoby mu pozycję wśród wielkich operowych twórców.

Autorzy libretta zastosowali niezwykle ciekawe rozwiązanie - nie tylko oparli pomysł na licznych opowiadaniach Hoffmanna, ale ponadto uczynili ich autora bohaterem opery, jednoczącym w całość poszczególne "opowieści". Operując fragmentami z dzieł Hoffmanna autorzy stworzyli w istocie trzy nowe historie, połączone postacią tytułowego bohatera.

Tak powstała najlepsza z jego muzycznych "opowieści" z pięknymi ariami i nieśmiertelną barkarolą. Kompozytor nie ukończył niestety utworu i nie doczekał prapremiery, która miała miejsce 10 lutego 1881 r. w paryskiej Opéra Comique.

Streszczenie libretta

Prolog
W winiarni Luttra w Norymberdze zjawia się zakochany poeta Hoffmann. Nie wie, że piękna śpiewaczka Stella odwzajemnia obecnie jego uczucie, chociaż kiedyś je odrzuciła. Wysłała nawet do niego list, ale przejął go rywal Hoffmana, radca Lindorf. Poeta na prośbę zebranych opowiada im dzieje swoich poprzednich miłości.

Akt I
Po raz pierwszy Hoffmann zakochuje się w córce fizyka Spalanzaniego, Olimpii. Jest pod tym większym wrażeniem, że patrzy na nią przez zaczarowane okulary, które mu sprzedał współpracownik Spalanzaniego, magik Coppelius. Nie wie, że Olimpia to tylko lalka- automat. Ze zdumieniem dowiaduje się o tym, gdy wściekły Coppelius w pewnym momencie niszczy manekina.

Akt II
Druga miłość Hoffmanna, Giulietta, piękna wenecka kurtyzana, jest manipulowana przez złowrogiego Dapertutto. Kochankowe Giulietty są jego ofiarami. Ostatni z nich, Schlemihl, stracił swój cień, teraz Hoffman ma zostać ograbiony z lustrzanego odbicia. Giulietta pod wpływem gróźb Dapertutta godzi się usidlić Hoffmana. Pomiędzy nim a Schlemihlem, posiadającym klucz od sypialni Giulietty, wywiązuje się pojedynek. Poeta zabija przeciwnika szpadą podaną przez usłużnego Dapertutta, ale niedługo potem widzi, jak Giulietta odpływa gondolą w towarzystwie nowego wielbiciela – Pitichinaccia.

Akt III
Trzecia miłość Hoffmanna – do młodej śpiewaczki Antonii – zostaje odwzajemniona. Niestety, tragiczna nuta dźwięczy i w tej opowieści. Wysiłek towarzyszący śpiewowi zagraża życiu dziewczyny. Pod wpływem gorących namów Hoffmana i swojego ojca, zarzuca ona śpiewanie. Wtedy na widownię wkracza niesamowity doktor Miracle i zaklęciem ożywia obraz zmarłej matki Antonii. Słynna śpiewaczka przekonuje córkę do bezwzględnej wierności muzycznemu powołaniu. Antonia poddaje się jej woli i wkrótce umiera. Epilog Słuchacze opowieści Hoffmana siedzą w milczeniu; udzielił im się nastrój smutku i niewiary w szczęście. Aby zagłuszyć bolesne wspomnienia, Hoffman zaczyna pić, tracąc w końcu przytomność. Korzystając z tego radca Lindorf sprowadza do winiarni Stellę, żeby skompromitować poetę w jej oczach.

(Streszczenie libretta według Przewodnika operowego J. Kańskiego)

Obsada

Recenzje spektaklu

Brawurowe "Opowieści"


Pierwszą premierę nowego sezonu Opery Wrocławskiej można śmiało zaliczyć do absolutnego sukcesu i to w każdym aspekcie. Przepych, klasyczna konwencja wystawienia i niepodważalny poziom muzyczny stawia niezwykle wysoką poprzeczkę w polskim tetrze operowym. I to już nie po raz pierwszy nasz wrocławski zespół operowy udowodnił, co potrafi. Pewnikiem jest, że każda kolejna premiera operowa staje się wydarzeniem.

Opowieści Hoffmanna to jedyna opera Offenbacha, mistrza operetki i muzycznych komedii. Pięcioczęściowe fantastyczne dzieło daje okazję do popisu możliwości śpiewaków i realizatorów. Szkoda tylko, że ów kompozytor nie zdążył ukończyć swojego najgenialniejszego dzieła nasączonego niezwykle popisowymi ariami i wspaniałą, nasączoną dramatyzmem i uczuciem muzyką.

W maju ubiegłego roku Waldemar Zawodziński, który w Opowieściach Hoffmanna stworzył inscenizację, reżyserię i scenografię doprowadził do sukcesu Raju utraconego Krzysztofa Pendereckiego. Sam maestro obecny na premierze powiedział, że jest to najlepsza realizacja jego opery, jaka kiedykolwiek została wystawiona. Chyba sam Offenbach, gdyby żył, podobnie wypowiedziałby się o tej wspaniałej premierze. Absolutnie genialny Zawodziński w odczytaniu libretta, pomysłowy w rozwiązaniach scenograficznych i wybitny reżysersko nadał Opowieściom Hoffmanna niezwykle wyrafinowaną opowieść o trzech miłościach w życiu mężczyzny. Stworzył ich odrębne historie popisowo operując scenografią i rozwiązaniami scenicznymi. Wszystko było bardzo dobre. Pierwszy plan z drugim stały się widokową, pełną spójności i atrakcyjności mieszanką. A było doprawdy, na co patrzeć: okazały pałac w akcie II, sprytnie wplecione efekty specjalnie związane z przyjściem doktora Miracle, czy też kołyszące się po weneckich wodach okazałe gondole w III akcie.

Każde podniesienie kurtyny obfitowało we wrażenia wizualne i przeżycia duchowe. Oryginalne, pełne przepychu i bogactwa kostiumy pomysłowej Małgorzaty Słoniowskiej nadały Opowieściom Hoffmanna dużo kolorytu i wspaniale korespondowały z całością realizacji.  Całości dopełnił ruch sceniczny Janiny Niesobskiej, która pomysłowo i oryginalnie wplotła do tej opery małe sceny baletu, mimo, że Offenbach w swojej partyturze takich nie przewidział.

Realizacja należy do sukcesu z jeszcze jednego względu. Otóż we współczesnym teatrze operowym rzadko zdarza się obejrzeć tradycyjne i dbające o detale spektakle. Są one wystawiane w minimalistyczny i oszczędny sposób, co nie zawsze jest dla opery najlepsze. W Operze Wrocławskiej jest wręcz przeciwnie. Przygotowane z niebywałym pietyzmem stroje, wyrazista scenografia nadają szlachetny charakter całości, czego wyrazem stały się oklaski publiczności po podniesieniu kurtyny w III akcie. 

W realizacji biorą udział prawie wszyscy soliści Opery i każdy z nich kreuje swoją postać w sposób wybitny. Trzy fenomenalne kobiety dają popis swych możliwości: zmysłowy i nieskazitelny śpiew Joanny Moskowicz w arcytrudnej arii koloraturowej lalki Olympii w akcie pierwszym, niezwykle ujmująca i dramatyczna w wyrazie Evgenija Kuzniecova i uwodząca głosem i aktorsko Ewa Vesin to perły tej premiery. Każda z nich stworzyła jakby swój odrębny spektakl prezentując wybitnie partie, jedne z najwspanialszych w światowej literaturze operowej. Gościnnie zaproszony do roli Hoffmanna Alexandru Badea, dość ograniczony aktorsko przez reżysera, zaprezentował się brawurowo. Widać było, że artysta świetnie czuje się w swojej roli. Wielkie brawa dla Mariusza Godlewskiego, tym razem w dwóch rolach: owianego grozą doktora Miracle i tajemniczego Departutto. Na uwagę zasługuje także Anna Bernacka, jako Nicklausse ze swoim ciekawym i głębokim mezzosopranem

Ewa Michnik za pulpitem dyrygenckim i jako kierownik artystyczny spektaklu, po raz kolejny udowodniła wysoki poziom muzyczny spektaklu. Dawno nie słyszałem tak rewelacyjnie brzmiącej orkiestry. Dbałość o brzmieniowe niuanse, wyważona dynamika i rewelacyjnie grająca sekcja dęta – to zdarza się nieczęsto. Ponadto świetny intonacyjnie chór przygotowany przez Zygmunta Magierę – wszystko bezbłędnie, okazale i wspaniale!

czytaj więcej
Maciej Michałkowski
Dziennik Teatralny Wrocław

Od oklasków bolały ręce


Wieczór 28 listopada 2009 dobrze się zapisze w historii Opery Wrocławskiej. Długo przygotowywana premiera Opowieści Hoffmanna J. Offenbacha spotkała się z nadzwyczaj żywym i szczerym aplauzem publiczności. Nie zdążyły wybrzmieć ostatnie takty finału, a przy otwartej kurtynie rozległy się silne oklaski. Długo trwały te brawa zakończone owacją na stojąco, a obserwując artystów na scenie, widać było, jak wszyscy bardzo się radują.

Uśmiechnięta Ewa Michnik, dyrektor i dyrygent w jednej osobie, dziękując orkiestrze, rzucała w jej kierunku kwiaty. Powodów ku temu było aż nadto. Orkiestra osiągnęła naprawdę poetyckie brzmienie, o jakim zapewne myślał Jacques Offenbach, pisząc swoje ostatnie dzieło. Ten znany i uwielbiany twórca operetek pragnął wejść na wyżyny Parnasu przez napisanie prawdziwej opery. To mu się udało. Od ponad 100 lat po Opowieści sięgają największe światowe sceny. 

Szczecińscy melomani mieli wiele okazji, by poznać tę muzykę i losy poety Hoffmanna pogubionego w życiu i goniącego za niedościgłą miłością. Kilka lat temu przygotowała ją nasza Opera na Zamku, odnosząc sukcesy podczas licznych przedstawień, w tym również podczas zagranicznego tournee. W Operze Wrocławskiej Opowieści gościły dotychczas tylko raz. Premierę w roku 1976 przygotował Igor Przegrodzki, zmarły niedawno wybitny aktor, ale także pedagog i reżyser operowy. Obecnie stolica Dolnego Śląska zaprasza na Opowieści Hoffmanna w reżyserii i inscenizacji oraz scenografii Waldemara Zawodzińskiego. Ten znany twórca współpracował już z wrocławską sceną m.in. jako scenograf Złota Renu i kolejnych części Pierściena Nibelunga Ryszarda Wagnera. Tym razem Waldemar Zawodziński przyjął jednocześnie kilka ról, biorąc do współpracy Małgorzatę Słoniowską, która od 1998 roku w Operze Wrocławskiej tworzy scenografie i kostiumy. Twórczy duet osiągnął w Opowieściach mistrzostwo, czego dowodem początek III aktu. Po podniesieniu kurtyny na scenie jeszcze nic się nie dzieje, a publiczność, widząc złote gondole oraz mnóstwo wystrojonych postaci z karnawału weneckiego, natychmiast reaguje burzą oklasków. Tym razem to oklaski dla kunsztu tych, co "namalowali" taki fascynujący obraz.

Muzyka pod batutą Ewy Michnik oraz olśniewające pomysły inscenizacji to dwa filary unoszące sukces tej premiery i wróżące przedstawieniu długie życie. Trzecim i, jak to w operze, bodaj najważniejszym jest śpiew. Soliści i chór są wielką siłą Opowieści Hoffmanna. Do roli głównej zaangażowano Alexandru Badea, młodego tenora znanego z występów w Wiedniu, w Berlinie i wielu innych europejskich i światowych scenach, który wielokrotnie zbierał zasłużone oklaski. Był też drugi gość, Bogusław Szynalski, który rolę budzącego grozę doktora zapisze zapewne do kolekcji swoich kreacji. A najlepiej o możliwościach wrocławskiej sceny świadczy to, że gościnnym "głosom" nie ustępowała liczna reprezentacja stałego zespołu, a nade wszystko solistki z Aleksandrą Kubas i Ewą Vesin na czele.

czytaj więcej
Grzegorz Dowlasz
Kurier Szczeciński

Muzy Hoffmanna


Nieszczęśliwą miłość do Stelli oraz samotność, niezrozumienie Hoffmann rozpisuje na uczucia do trzech kobiet: Olimpii, Antonii i Giulietty. Każda z historii ma dramatyczne zakończenie. Miłości nieprzerwanie towarzyszy śmierć. Sztuka jawi się jako siła niszcząca. Pozbawia Olimpię człowieczeństwa, dziewczyna staje się lalką, automatem, narzędziem artyzmu. Idealna i nieludzka w swoim ideale. Natomiast Antonia umiera, gdyż życie bez muzyki nie miałoby dla niej wartości. Jedyną osobą, która nigdy nie opuszcza artysty, nigdy go nie zawodzi, jego prawdziwą muzą, okazuje się Nicklausse. 

Offenbach był znanym autorem operetek. Opowieści Hoffmanna skomponował pod koniec życia, marząc o stworzeniu opery fantastycznej. Nie dożył jednak premiery w 1881 roku. Dzieło pozostało niedokończone. A jest to wyjątkowa sztuka – połączenie trzech oper w jednej. Daje bogate możliwości inscenizacyjno-interpretacyjne. Lecz to także nie lada wyzwanie. 

Spektakl ze względu na charakter twórczości autora chwilami ma charakter komediowo-musicalowy. Dzięki temu dramatyczne arie, kontrastując z elementami groteski czy humoru, stają się bardziej ekspresywne. Tradycyjnie zmieniono kolejność aktów drugiego i trzeciego, sytuując opowieść o Giulietcie w punkcie kulminacyjnym, co podkreśla bogactwo środków artystycznych, subtelnie wprowadzanych w poprzednich częściach. 

Inscenizacja Waldemara Zawodzińskiego urzeka widowiskowością kostiumów, scenografią oraz znakomitą oprawą choreograficzną, zawierającą elementy baletu, pantomimy i nadającą baśniowego charakteru sztuce. Ale na największe uznanie zasługują soliści - niekwestionowane gwiazdy wieczoru, w szczególności Joanny Moskowicz, Alexandru Badea, Ewa Vesin i Anna Bernacka.

czytaj więcej
Antonina Gruszecka
Dziennik Teatralny

Widowiskowa podróż w czasie w poszukiwaniu prawdziwej miłości


Wrocławskie Opowieści Hoffmanna olśniewają inscenizacyjnym przepychem i to on stał się najważniejszy. Dzięki staraniom reżysera i scenografa Waldemara Zawodzińskiego we Wrocławiu odżył zapomniany, a kiedyś powszechny obyczaj operowy: kurtyna szła w górę, publiczność zachwycona dekoracjami i kostiumami biła brawo.

Komu dziś jednak należy klaskać, skoro w teatrze operowym dominuje standard: dekoracje są minimalistyczne, a bohaterowie noszą ubrania, które mogłyby być kupione w każdej galerii handlowej. We wrocławskich Opowieściach Hoffmanna zaś co akt to niespodzianka. Dom szalonego naukowca Spalanzaniego, który stworzył żywą lalkę Olympię, pokrywają sentencje i matematyczne wzory. Crespel, ojciec chorej Antonii, mieszka we wspaniałym pałacu. A sceny weneckie z kurtyzaną Giuliettą rozgrywają się na tle bogato zdobionych gondoli.

Każdy obraz utrzymany jest w innej tonacji kolorystycznej, Małgorzata Słoniowska zaprojektowała bogate kostiumy o wysmakowanych zestawieniach barw. Spektakl z pewnością będzie się podobać, bo reżyser wspólnie z choreografką Janiną Niesobską umiał stworzyć efektowne sceny, takie jak popis Olympii uzupełniony tańcem lalek. Weneckie wyuzdanie też jest bardziej widowiskowe, niż erotycznie bulwersujące.

Wizualny przepych Opowieści Hoffmanna przytłacza wszakże inne starania Zawodzińskiego. Poeta Hoffmann w jego spektaklu jest człowiekiem współczesnym. W bezskutecznym poszukiwaniu miłości odbywa za to podróż w czasie, do coraz odleglejszych epok. Czy jednak Antonię lub Giuliettę spotkał naprawdę? Akcja rozgrywa się przecież na pograniczu rzeczywistości, snu lub poetyckich wizji. Od melodyjnej muzyki reżysera bardziej inspirował klimat opowiadań E.T.A. Hoffmanna, z których Offenbachowi 140 lat temu skrojono libretto. Niemiecki pisarz kreował w nich świat, w którym nic nie jest oczywiste, wszystko zaś skażone śmiercią. W spektaklu przypomina o tym pokryty pajęczyną szkielet na gondoli.

Inscenizacyjne bogactwo dominuje też nad stroną muzyczną, mimo że orkiestra pod batutą Ewy Michnik potrafiła wydobyć z partytury Offenbacha dramaturgiczne napięcie, co zdarza się nieczęsto. Zabrakło natomiast przejmującego Hoffmanna. Szczycący się imponującym CV Rumun Alexandru Badea okazał się tenorem, który często fałszuje, a w średnicy głos ma ściśnięty i po prostu brzydki.

Z trzech kobiet, które Hoffmann obdarzył uczuciem, najlepiej wypadła Eva Vessin jako wyuzdana Giulietta. Joanna Moskowicz potrafiła bawić się postacią Olympii, zabrakło subtelności Jewgienii Kuzniecowej w roli lirycznej Antonii.

Wyrównany był natomiast cały drugi plan na czele z Anną Bernacką (Nicklausse), Radosławem Żukowskim (Lindorf i Copelius), a zwłaszcza Mariuszem Godlewskim (Miracle i Dapertutto). To dzieło wymaga niemal 20 solistów, ale Opera Wrocławska udowodniła już wcześniej, że nie z takimi problemami potrafi sobie poradzić.

czytaj więcej
Jacek Marczyński
Rzeczpospolita

Efektowne "Opowieści Hoffmanna"


Wrocławska inscenizacja jedynej opery Jacques'a Offenbacha to zrealizowana z rozmachem i wyobraźnią wyjątkowo efektowna teatralnie wizja artysty-poety opowiadająca o jego czterech miłościach. W przedstawieniu tym nie brakuje gry wyobraźni i atmosfery grozy. Najnowsza inscenizacja ma romantyczny urok i poetykę, a przy tym jest wysmakowana w kolorystyce i niepozbawiona humoru.

Opowieści Hoffmanna powstały na motywach opowiadań mistrza romantycznej fantazji Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmanna, który został głównym bohaterem ostatniego dzieła Offenbacha. Hoffmann, wiecznie poszukujący szczęśliwej miłości, opowiada dzieje swoich nieszczęśliwych i niedających spełnienia związków. Tak właśnie potraktował to dzieło Waldemar Zawodziński, czyniąc każde z opowiadań formą retrospekcji o właściwym sobie mrocznym, lekko pesymistycznym, klimacie. Akt mechanicznej lalki Olimpii rozegrany w potężnym salonie jej twórcy fizyka Spalanzaniego to przede wszystkim świetnie wyeksponowany klimat fantastyki. Lustrzany akt Antonii zdominował potężny zegar błyskawicznie odmierzający czas, który pozostał jej do śmierci. Akt Giulietty przeniesiono do Wenecji w czas jej sławnego karnawału; towarzyszyła mu feeria barw, dynamika ruchu potężnych scen zbiorowych. Przyznać też trzeba, że reżyser okazuje się konsekwentny w tworzeniu scenicznego obrazu i wyrazistym nakreślaniu sylwetek protagonistów oraz scen zbiorowych, co zapewnia całemu przedstawieniu zwartość dramaturgiczną i właściwy ładunek emocji.

W rozbudowanej obsadzie prym wiodły panie z Anną Bernacką i Joanną Moskowicz na czele. Pierwsza z artystek stworzyła interesującą wokalno-aktorską kreację Nicklaussa, nieodłącznego towarzysza i muzy tytułowego bohatera. Ujmując sceniczną swobodą i wdziękiem, była prawdziwym łącznikiem poszczególnych aktów i scen. Druga, jako lalka Olimpia, zachwycała nie tylko pięknie brzmiącym sopranem o srebrzystym brzmieniu i znakomicie opanowanej koloraturze, lecz także świetnym aktorstwem pozwalającym wręcz na zabawę z graną przez siebie bohaterką. Pięknie zaprezentowały się Ewa Vesin jako Giulietta oraz Jewgienija Kuzniecowa jako chora i nieszczęśliwa Antonia. Z prawdziwą satysfakcją słuchało się Mariusza Godlewskiego w podwójnej roli Deppertutta i Dr. Miracle'a, z nieco mniejszą - przez mało nośny dół w skali jego głosu - Radosława Żukowskiego jako Lindorfa i Coppeliusa. W interesujący sposób zaprezentował się jako służący Franz Aleksander Zuchowicz, najnowszy z grona solistów Opery Wrocławskiej. W partii tytułowego poety wystąpił gościnnie Alexandru Badea, ale - powiedzmy to sobie szczerze - nie rzucił na kolana. Śpiewał bardzo nierówno, najbardziej podobał się w akcie Antonii, w pozostałych bywało różnie.

Ewa Michnik zadbała przy dyrygenckim pulpicie o precyzję ansambli i wyeksponowanie pełnego uroku muzyki oraz brzmieniowych niuansów, barwnej melodyki i tanecznej lekkości.

czytaj więcej
Adam Czopek
Nasz Dziennik - Warszawa

Dziesiątka dla "Opowieści Hoffmanna"


Kolejna rewelacja w Operze Wrocławskiej. Od jakiegoś czasu bardzo mi we wrocławskim teatrze dramatycznym brakuje klasycznie skrojonego przedstawienia, jakim jest na przykład Iwanow w warszawskim Narodowym. Mamy we Wrocławiu dwie programowo spójne sceny, gdzie dzieją się rzeczy ciekawe i arcyciekawe, ale gdyby chcieć pokazać młodemu człowiekowi teatr w pełni, z tradycyjnym oddechem i prawdziwym rozmachem, trzeba by jechać za miasto. Albo pójść do wrocławskiej opery.

W Opowieściach Hoffmanna widzimy scenograficzno-kostiumowy przepych (uzasadniony), gra prawie cały stały zespół opery, a w premierowych spektaklach tytułową partię śpiewa rzeczywista, bo dobrana do konkretnej roli, gwiazda. Mnie się trafił wykształcony w Londynie Chińczyk Mario Zhang, dysponujący tenorem niespotykanie wyważonym między liryką, a mocniejszym brzmieniem, laureat nie byle jakich konkursów, bywalec światowych scen, tak jak jego zmiennik Rumun Alexandru Badea. Głos Zhanga był adekwatnie subtelniejszy w drugim akcie, potężniejszy w trzecim. Nic dziwnego, że jego Hoffmann tak się podobał publiczności. Inscenizator Waldemar Zawodziński nie dał mu jakichś poważnych aktorskich zadań, zadbał za to o komfort wokalny śpiewaka. Aktorsko popisują się inni.

Anna Bernacka jako Niklausse po raz kolejny udowadnia, na jak wiele ją stać. W kuluarach komentowano przepiękny głos, zauważając wyrazisty rysunek postaci opiekuna-towarzysza Hoffmanna lub może nawet jego alternatywnego ja. W trzecim akcie to on (ona) intonuje słynną barkarolę, której słodycz przejmuje Ewa Vesin w roli kuszącej Giulietty. Znakomicie śpiewająca Vesin jest w tym przedstawieniu amantką pokazowo zalotną i odrobinę zbyt dostępną, a kurtyzana o pozycji Giulietty powinna mieć własny styl. Za dużo teatralności zawiera w swych kreacjach Mariusz Godlewski, baśniowo wiedźminowaty Dr Miracle i przegestykulowany Dapertutto (ale baryton, oczywiście, pierwsza klasa). Taki był zapewne zamysł reżysera, bo podobnie groteskowo zachowuje się Piotr Wołosz (Lindorf i Coppelius). Chyba niepotrzebnie. We wdzięcznym farsowym epizodzie bryluje Aleksander Zuchowicz (autentycznie zabawny służący Frantz, przy okazji również trafiony Spalanzani). Z podziwem słucha się Antonii Evgenyi Kuznetsovej, pamiętnej z Kobiety bez cienia. Jej sola i duety z Zhangiem zapadają w pamięć, a w drugiej odsłonie fabularnie dzieje się najmniej, więc artyści mogą się popisać. I jeszcze Olympia, czyli Joanna Moskowicz, sopran jakby wyjęty z baletu. To trudna i efektowna rola, budząca zachwyt, gdy się ją dobrze zagra i zaśpiewa. Moskowicz jest bezbłędna.

Zawodziński chciał Opowieści Hoffmanna wystawić jako superprodukcję, a że kryzys przeszkodził, opera Offenbacha weszła na regularny afisz. I doskonale. Dzięki temu cały wrocławski zespół ma okazję potwierdzić wysoki poziom wykonawczych umiejętności, a widownia częściej wzdychać z podziwem, oglądając spektakl imponujący wizualnie (pomysłowa scenografia Zawodzińskiego, fantazyjne kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej) i wspaniale brzmiący (orkiestra pod batutą Ewy Michnik wręcz śpiewa). Dzięki temu można się przekonać, iż konwencjonalność teatru bywa w naszych czasach ogromną zaletą. Dziesiątka w dziesięciostopniowej skali.

czytaj więcej
Grzegorz Chojnowski
Polskie Radio Wrocław

Bajki Hoffmanna - po premierze w operze


Pierwsza w sezonie premiera w Operze Wrocławskiej i duży sukces. Offenbachowskie Opowieści Hoffmanna według Waldemara Zawodzińskiego to obezwładniająca mieszanka inscenizacyjnego przepychu, humoru i erotyzmu.

Kiedy na początku trzeciego aktu kurtyna poszła w górę, rozległa się głośna spontaniczna owacja: oczom widzów ukazał się bajecznie kolorowy wenecki karnawał skrzyżowany ze współczesnym pokazem mody haute couture i prezentacją bogatej rekwizytorni salonu sado-maso. Ten absurdalnie eklektyczny, agresywny, żywy obraz i towarzysząca mu błoga muzyka to paradoksalnie kwintesencja reżyserskiego zamysłu Zawodzińskiego: zamiast podważania operowej konwencji, brania w cudzysłów i wydobywania na siłę nieistniejących sensów mamy tu takie spiętrzenie efektów, że ucieczka w postmodernistyczną dywagację jest po prostu niemożliwa. Oczy są przez cały czas szeroko otwarte w zdumieniu/zachwycie, uszy pieszczone brawurowymi ariami, duetami, tercetami...

Każdy z trzech aktów fantastycznej opery Offenbacha scalonych realistycznymi prologiem i epilogiem to - jak wiadomo - osobna historia. Zawodziński, stawiając na urodę i rytm scen, nie zrobił wiele, by fabularny przebieg owych opowieści był równie klarowny jak w streszczeniach z popularnych przewodników operowych, ale z grubsza można się połapać. W pierwszym akcie Hoffmann - a właściwie jego poetyckie alter ego - kocha Olimpię, kobietę idealną, która okazuje się być androidem; w drugim (tu przeniesionym na koniec) - kurtyzanę Giuliettę, która chce go okraść z lustrzanego odbicia; w ostatnim (a według Zawodzińskiego środkowym) wielbi słabowitą Antonię, która śpiewaczą pasję przypłaca życiem. Trzy oblicza miłości opartej na podziwie dla doskonałości, cielesnej żądzy i potrzebie czułości Zawodziński pokazał w trzech różnych pod względem plastycznym odsłonach. Akt pierwszy, Olimpii, rozgrywa się w ascetycznym wnętrzu upstrzonym liczbami, wzorami i sentencjami, a puentuje go szokujący finał zapożyczony z horrorów science fiction. Drugi akt, Antonii, to już mroczny, niemiecki romantyzm, z wielkimi ptaszyskami, duchem, demonicznym protagonistą i melodramatycznym zgonem (tę ponurość przełamuje na rozkoszną chwilę pogodny numer operetkowy - to w końcu Offenbach!). I akt trzeci - wenecka orgia seksu, chciwości i przemocy. W każdej z tych odsłon Hoffmann nie ma szczęścia w miłości, ma za to - jak widać - szczęście jako poeta, którego fantazja, mocno wspomożona alkoholem, pracuje na najwyższych obrotach.

Ja tę bajkę kupuję bez zastrzeżeń, mając wszelako świadomość, że obejrzałem spektakl skrajnie eskapistyczny, zrobiony po to, żeby rozpędzona teatralna maszyneria pobudziła raczej zmysły i wyobraźnię niż rozum - a przy tym przygotowany z mistrzowską precyzją, potrzebną, by ten narkotyczny szał ciał ani przez moment nie wydał się czymś sztucznym czy wulgarnym. Kogo publiczność oklaskiwała najgłośniej? Aleksandrę Kubas za koloraturę Olimpii i ogólne przygotowanie pantomimiczne, Aleksandra Zuchowicza (Frantz) za farsowy występ wokalny i taneczny, Ewę Vesin (Giulietta) za barkarolę "Belle nuit" i wszystko, co z nią związane. To wszystko są artyści stąd, nie gwiazdy z importu, które - to nie był dobry zwyczaj - zbyt często były obsadzane w premierowych spektaklach w Operze Wrocławskiej. Tym razem wyjątkiem był Rumun Alexandru Badea - doskonały jako Hoffmann, choć przecież w całym tym żywiole... nie najważniejszy.

czytaj więcej
Adam Domagała
Gazeta Wyborcza - Wrocław

Fantastyczne opowieści z Opery Wrocławskiej


Waldemar Zawodziński zrealizował Opowieści Hoffmanna z fantazją równą tej, jakiej potrzebował sam Ernst Teodor Amadeusz Hoffmann, by je stworzyć, i Jacques Offenbach, by napisać do nich tak niezwykłą muzykę. Spektakl w Operze Wrocławskiej śmiało można nazwać wydarzeniem.

Przedsięwzięcie było ogromne pod względem budżetu i zaangażowania sił (w przedstawieniu występują niemal wszyscy soliści Opery). Waldemarowi Zawodzińskiemu udało się wyczarować anturaż iście magiczny. W każdym z aktów, w którym poznajemy kolejne kobiety tytułowego Hoffmanna, scenografia idealnie oddaje świat fantazji. Jedynie Hoffmann (rumuński tenor Alexandru Badea) i jego przyjaciel Niclausse (Anna Bernacka, znowu w męskiej roli) są tu ubrani w stroje współczesne. Dla widzów ma być czytelne, że wszystkie pozostałe postaci to wytwory wyobraźni literata. Jak Olimpia (doskonała Joanna Moskowicz) - mechaniczna lalka, która zaśpiewa i zatańczy; pod warunkiem, że ktoś ją nakręci jak budzik.

Ewa Vesin (Giulietta) wygląda jak grzech w wysokich czerwonych butach za kolano, a jej świta przypomina postaci z gabinetu sado-maso. Ludzie zamknięci w specjalnych kapsułach z finału I aktu budzą skojarzenia z eksponatami utopionymi w formalinie. Zupełnie zadziwia łódź wenecka, której dziób to głowa człowieka, a belki podtrzymujące baldachim to pokryte pajęczyną żebra.

Zgodnie z zapewnieniem dyrektor Opery Wrocławskiej Ewy Michnik, w tej inscenizacji muzyka skrzy się dowcipem i uwodzi, a i choreografię, choć brak tu scen baletowych, udało się wyeksponować. Show kradnie zwłaszcza Aleksander Zuchowicz - lokaj w baletowej spódniczce.

czytaj więcej
Magdalena Talik
Polska Gazeta Wrocławska

Najbliższe spektakle

Fidelio

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
140 min.
Bilety od:
50 zł
Kup bilet Szczegóły
19 listopada
18:00

Immanuel Kant

Kategoria:
Premiera
Czas trwania:
100 min.
Bilety od:
50 zł
Kup bilet Szczegóły
25 listopada
19:00

Immanuel Kant

Kategoria:
Premiera
Czas trwania:
100 min.
Bilety od:
50 zł
Kup bilet Szczegóły
26 listopada
18:00

PERKUSYJNE ŚPIEWANIE

Kategoria:
Koncert
Czas trwania:
60 min.
Bilety od:
10 zł
Kup bilet Szczegóły
28 listopada
19:00

Głos ludzki

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
Bilety od:
40 zł
Kup bilet Szczegóły
30 listopada
19:00

Ubu Król

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
Bilety od:
40 zł
Kup bilet Szczegóły
2 grudnia
19:00

Operowy Labirynt

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
Bilety od:
5 zł
Kup bilet Szczegóły
3 grudnia
12:00

Eufolia | Ambulo

Kategoria:
Premiera
Czas trwania:
Bilety od:
40 zł
Kup bilet Szczegóły
3 grudnia
18:00

Operowy Labirynt

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
Bilety od:
5 zł
Kup bilet Szczegóły
4 grudnia
11:00

W stronę Niepodległej

Kategoria:
Koncert
Czas trwania:
Bilety od:
50 zł
Kup bilet Szczegóły
5 grudnia
19:00