Halka - Stanisław Moniuszko

55. Międzynarodowy Festiwal Moniuszkowski w Kudowie Zdroju

27 sierpnia 19:00
Kategoria:
Opera
Czas trwania:
180 min.
Bilety od:
Język:
polski z polskimi napisami

O spektaklu

Najsłynniejsza i najpopularniejsza polska opera, inaugurująca polską scenę operową we Wrocławiu, należy bez wątpienia do najczęściej wystawianych dzieł w tym teatrze. W 1990 roku, na 45-lecie Opery Wrocławskiej i 20. rocznicę śmierci Stanisława Drabika zapowiadano 1300 Halkę.

Do spektaklu jednak nie doszło i od tamtej pory była nieobecna. Miała też wśród wszystkich wystawianych tu dzieł najwięcej premierowych realizacji. Było ich aż trzynaście, jeśli uwzględnić dwa wznowienia (z nowym opracowaniem choreograficznym i muzycznym) oraz jedno wykonanie estradowe. Wysokiej liczbie premier i spektakli odpowiadała mnogość i różnorodność artystycznych kreacji. Szczególną uwagę kierowano zawsze na postać tytułowej bohaterki. Wrocławskie Halki niejednokrotnie prezentowały najwyższy poziom.


Laco Adamik o spektaklu:

Halka jest obecna na scenach polskich oper bardzo często. Widzieliśmy bardzo wiele pięknych przedstawień. Ale mam wrażenie, że ta ilość inscenizacji i ta wierność tradycji powoduje powolutku coś takiego, że cieszymy się muzyką, ale teatralne losy i sprawy bohaterów stosunkowo mało nas obchodzą.

Znamy tę całą historię, wiemy jak i co się potoczy, wiemy kto o kogo jest zazdrosny, kto kogo zdradził, kto popełnia samobójstwo. Słowem, wpadamy w pewną rutynę. Otóż zależy mi, ażeby przy tej inscenizacji,  którą zrealizowaliśmy razem z panią dyrektor Ewą Michnik, panią Barbarą Kędzierską, scenografem i z panią Iriną Mazur, choreografem - spróbować spojrzeć na tę historię w taki sposób, żeby na nowo przeżyć losy bohaterów.

Żebyśmy nie tylko je rozumieli, ale żeby one nas również wzruszały. Żebyśmy się z tymi postaciami w sposób godny współczesnego teatru operowego identyfikowali. Tym bardziej, że wydawało się jeszcze przed paru laty, że sprawy podziału społeczeństwa są passé - przecież chodziło o przełom XVIII i XIX wieku. A tymczasem minęło już trochę lat naszego współczesnego kapitalizmu i okazuje się, że rozwarstwienie społeczeństwa wraca, że dzisiaj bardzo dobrze rozumiemy tę przepaść, która zaczyna dzielić establishment od prostego człowieka. A zatem, ponieważ problem tej przepaści społecznej ludzie dzisiaj dobrze rozumieją, trzeba i warto spojrzeć na tę historię od nowa i spróbować ją przeżyć "jakby dzisiaj". W związku z tym moja inscenizacja idzie w tym kierunku, żeby wszystkie relacje ułożyć w sposób najbardziej współczesny.

Również w scenografii przenosimy akcję do takiej współczesności, która jest pojemna. To nie jest nasze "dzisiaj" - nie bawimy się w jakieś rekwizyty typu: komórka, komputery. Nie na tym polega ta współczesność. To jest współczesność, która mogła się zdarzyć dzisiaj, ale mogła się dziać również jakiś czas temu. Chodzi tylko o to, że nie są to staropolskie stroje ani ludowe stroje góralskie. Jest to wszystko przesunięte do ogólnego, uniwersalnego świata, który - tak myślę - dzisiaj lepiej odczytamy.

No i mam nadzieję, że losy Halki, Janusza, Stolnika, Zofii w tym przedstawieniu będą nas obchodzić i wzruszać. Będziemy ich znowu jakby głębiej rozumieć.

 

Obsada

Halka -
Ewa Vesin*
Jontek -
Zdzisław Madej*
Stolnik -
Radosław Żukowski
Zofia -
Dorota Dutkowska
Janusz -
Jacek Jaskuła
Dziemba -
Maciej Krzysztyniak
Dudarz -
Andrzej Zborowski
Góral -
Aleksander Zuchowicz
Gość Stolnika -
Piotr Bunzler
Gość Stolnika -
Andrzej Zborowski
Gość Stolnika -
Aleksander Zuchowicz

* - gościnnie

Streszczenie libretta

Akt I
We dworze Stolnika hucznie święcą się zaręczyny potomków dwóch szlacheckich rodów. Zubożały ziemianin, Janusz, zaślubić ma Zofię, córkę bogatego Stolnika, choć nie wygasło jeszcze w jego sercu uczucie dla młodej Góralki z jego wsi - Halki. Gdy Halka, nie wiedząc nic o jego zaręczynach, zjawia się nieoczekiwanie w ogrodzie zamkowym Stolnika (pieśń Jako od wichru), w sercu Janusza niepokój i gniew splata się z tkliwymi wspomnieniami dawnej miłości (aria Skąd tu przybyła mimo mej woli). Lękając się jednak, by o tych dawnych sprawach nie dowiedziała się rodzina narzeczonej, Janusz czułymi słowami uspokaja Halkę, obiecując niebawem spotkać się z nią za miastem nad Wisłą. Tłum gości wylęga do ogrodu i I akt opery kończy się pełnym temperamentu mazurem.


Akt II
Janusz nie przyszedł do czekającej nań Halki. Ta, zrozpaczona, po raz wtóry pojawia się przed zamkiem Stolnika (aria Gdyby rannym słonkiem), a w ślad za nią nadchodzi zakochany w niej bez wzajemności Góral, Jontek. Na próżno usiłuje on przekonać zrozpaczoną dziewczynę o daremności jej uczuć (aria I ty mu wierzysz). Halka nie słucha - nie chce uwierzyć w okrutną prawdę, póki sam Janusz nie powie jej o tym. Słysząc hałas u wrót wychodzi przed dom Stolnik, a za nim Zofia, Janusz i tłum gości. Jontek w uniżonych, lecz pełnych gryzącej ironii słowach prosi Janusza o litość nad nieszczęśliwą dziewczyną, nie wspominając zresztą nic o stosunku łączącym tych dwoje. Jednak z jego słów niektórzy poczynają się domyślać prawdy. Widząc zmieszanie Janusza i niepokój Zofii, Dziemba, zaufany Stolnika, każe parę intruzów wygnać za zamkowe wrota.


Akt III
W górach, w rodzinnej wsi Halki i Jontka, w dzień świąteczny Górale odpoczywają po całotygodniowej pracy, niektórzy tańczą wesoło. Pogodną , atmosferę mąci pojawienie się Jontka i Halki, której wiadomość o zdradzie ukochanego Janusza pomieszała zmysły. W obłędzie wciąż myśli o dawnych chwilach miłości, nie wiedząc, że niebawem tu właśnie we wsi odbyć się ma ślub Janusza ze Slolnikówną. Ze zgrozą słuchają Górale opowiadania Jontka o tym, jak niegodnie potraktowano jego i Halkę na zamku Stolnika.


Akt IV
Nadszedł już dzień ślubu Janusza i Zofii. Z rozpaczą myśli o tym Jontek, niepokojąc się, iż obłąkana Halka koniecznie chce przybyć tu do kościoła. Krótka rozmowa z wioskowym dudarzem, przybyłym, aby ślub powitać, budzi w sercu Jontka wspomnienia dawnych dni, szczęśliwie wespół z Halką przeżywanych (aria Szumią jodły). Kroczy już do kościoła orszak weselny. Zebrali się chłopi i pod nakazem Dziemby, acz niechętnie, składają państwu życzenia. Jontek, pragnąc uleczyć Halkę z beznadziejnej miłości, ukazuje jej przez otwarte drzwi kościoła Janusza klęczącego obok przybranej w biały welon Zofii. W pierwszej chwili zrozpaczona Halka chce podpalić kościół, by zemścić się za siebie i swe dziecko, które zmarło bez pomocy i opieki. Po chwili jednak odrzuca płonącą żagiew; niechaj jej ukochany Janusz z małżonką żyją szczęśliwi - ona sama tylko odejdzie z tego świata (cavatina O mój maleńki). Biegnie na wzgórze poza kościołem i ze zwieszającej się ponad rzeką skały rzuca się w wodę.

(Streszczenie libretta według Przewodnika operowego J. Kańskiego)

 

Obsada

Recenzje spektaklu

Nareszcie "Halka" naszych czasów


Najnowsza inscenizacja Halki, wystawiona na scenie oddanej do użytku po ośmioletnim remoncie i z okazji 60-lecia Opery Wrocławskiej, wyprana została ze skostniałej tradycji i pozbawiona cepeliowskiej otoczki. Jej akcja rozgrywa się w bliżej nieokreślonej przestrzeni i czasie. Ten prosty zabieg sprawił, że dramat głównych bohaterów mógł przemówić z pełną siłą i nabrać zarazem prawdziwie ludzkiego wymiaru oraz zrozumiałego wszędzie uniwersalizmu.

Motywem przewodnim inscenizacji uczynił reżyser czerwony pas, który Halka zabiera Januszowi w chwilach miłosnego uniesienia. Będzie jej towarzyszył przez cały czas. Nim okręci rękę, do niego tuląc głowę, zaśpiewa swoją dramatyczną cavatinę "O mój maleńki", za nim skoczy w finale do rzeki. Niemal zupełnie pozbawiona rekwizytów inscenizacja utrzymana w biało-czarnej kolorystyce ostro odgranicza dwa zupełnie różne światy.

Kolor biały przypisano otoczeniu Stolnika i Janusza, czarny należy do świata Halki i Jontka. Tak samo podzielona została scena II aktu: na górze salon Zofii, pełen gości zupełnie nieświadomych dramatu biednej Halki rozgrywającego się poniżej. Ten sam zabieg zastosował reżyser w finale. Halka nie pędzi przez scenę w poszukiwaniu miejsca, z którego może skoczyć do rzeki. Scena z kościołem i weselnymi gośćmi podjeżdża w górę, a Halka, rzucając czerwony pas Janusza, pogrąża się za nim w odmętach rzeki, zjeżdżając na zapadni w dół.

Trzeba przyznać, że reżyseria jest niesłychanie konsekwentna i zwarta dramaturgicznie od początku do końca. Wszystkie elementy przedstawienia łączą się ze sobą harmonijnie w wyjątkowo spójną całość. Nawet sceny baletowe podnoszą temperaturę przedstawienia, szczególnie żywiołowe tańce góralskie w III akcie.

Mam wrażenie, że w tej inscenizacji najbardziej liczy się człowiek, stąd reżyseria nastawiona na stworzenie wyrazistego studium ludzkich charakterów: Janusz - młody człowiek mocno przestraszony sytuacją, nad którą zupełnie przestał panować; Halka - przechodząca od stanu najwyższego szczęścia w chwili spotkania z Januszem do zwątpienia i niepokoju podczas oczekiwania na spotkanie z nim, później rezygnacji i finałowego szaleństwa; zakochany bez wzajemności Jontek, wreszcie nieco cukierkowata Zofia, jakby nieświadoma rozgrywającego się na jej oczach dramatu, i jej dystyngowany ojciec zapatrzony we własny świat.

Przyznać trzeba, że śpiewacy z pasją zrealizowali zadania aktorskie postawione przed nimi przez reżysera. Największy sukces w tym względzie odnieśli: Mariusz Godlewski tworzący przekonywujący obraz pełnego wątpliwości, rozterek i wyrzutów sumienia Janusza, oraz Tatiana Borodina w roli nieszczęśliwej Halki.

Pamiętam gromy, jakie posypały się na głowę Marii Fołtyn, która w 1995 roku zdecydowała, że premierę Halki wyreżyserowanej przez nią w Operze Narodowej zaśpiewa nie polska śpiewaczka, lecz Ukrainka Tatiana Zacharczuk. Ewa Michnik powierzyła premierę dwóm śpiewakom zza wschodniej granicy. Partię Halki zaśpiewała na premierze wspomniana już Tatiana Borodina, Jontka - Oleh Lykhach, ściągnięty nagle, w zastępstwie niedysponowanego Olega Balashova, na 15 minut przed rozpoczęciem przedstawienia. Oboje zaprezentowali interesujące - w barwie i brzmieniu - głosy.

Muzyka Moniuszki pod wytrawną batutą dyrektor Ewy Michnik płynęła szerokim, wartkim strumieniem. Świetnie, jak zwykle, grała orkiestra oraz śpiewały i brzmiały przygotowane przez Małgorzatę Orawską chóry. Najnowsza wrocławska Halka z pewnością usatysfakcjonuje w pełni wszystkich, którym jest bliski dobry nowoczesny teatr muzyczny. Wielbicieli tradycji, lubiących oglądać góry i góralskie rekwizyty, czeka srogi zawód. Jeżeli ta premiera jest zapowiedzią nowego stylu inscenizacji, jakie mają być realizowane w odrestaurowanej Operze Wrocławskiej, to przed nami wyjątkowo interesujące wydarzenia.

czytaj więcej
Adam Czopek
Nasz Dziennik

Czerń i biel miłości


Po siedmiu latach wrocławscy artyści odzyskali zabytkowa siedzibę. Czekaliby dłużej, ale mija 60 lat od chwili, gdy w polskim Wrocławiu odbyła się pierwsza operowa premiera. Dlatego remont gmachu przyspieszono i udało się przygotować w nim jubileusz. Wybór tytułu był oczywisty: Halka Stanisława Moniuszki, którą wystawiono tu we wrześniu 1945 roku.

Miłośnicy szlacheckich kontuszy, ludowych strojów, ognistego mazura i tańców góralskich będą zawiedzeni. To jest Halka inna niż wszystkie. Od kilku lat teatr poszukiwał sposobu na współczesne odczytanie tego dzieła, ale próby Marka Weiss-Grzesińskiego w Poznaniu i Krzysztofa Kelma w Łodzi wyglądają jak nieśmiałe wprawki w porównaniu z tym, co we Wrocławiu uczynił Laco Adamik. Znalazł on wreszcie sposób, by pokazać Halkę inaczej, nie wypaczając sensu i nie gubiąc jej klimatu. Nie dokonał zwykłego przeniesienia akcji do współczesności, choć sugeruje wyraźnie, iż akcja rozgrywa się w czasach bliższych nam niż Moniuszce. Nadał dziełu walor uniwersalny, opowiedział o tragicznej miłości i starciu obcych sobie światów.

Ten spektakl pozornie jest ascetyczny. Operuje właściwie tylko dwoma kolorami: bielą świata bogatych oraz czernią biedoty. Akcja rozgrywa się niemal na pustej scenie, pomysłowo zagospodarowanej kilkoma prostymi elementami scenograficznymi. Jest jednak wszystko, co buduje dramaturgię. Statyczne początkowo ustawienie głównych postaci przestaje przeszkadzać, gdyż reżyser rekompensuje to pięknie zakomponowanymi scenami zbiorowymi. Taki jest cały akt III "góralski" z żywiołowymi, choć bardzo nowoczesnymi tańcami w choreografii Iriny Mazur, oraz akt IV ze sceną zaślubin Janusza i Zofii.

Spektakl uzupełniają dwa pomysły: dodany prolog oraz znakomicie rozegrany finał, w którym śmierć tytułowej bohaterki została pokazana inaczej niż nakazuje inscenizacyjna tradycja. Rozwiązanie jest zdumiewająco proste (szczegółów nie należy zdradzać), ale często koncepcje najprostsze okazują się najbardziej sugestywne.

Przygotowania muzycznej strony premiery podjęła się Ewa Michnik. Partyturę Moniuszki zinterpretowała tak, by ukazać autentyczność przeżyć bohaterów, bez nadmiernego patosu i natrętnie eksponowanej ludowości. Dzięki jej pracy wszyscy wykonawcy świetnie podawali tekst, a ponieważ sala opery po remoncie ma bardzo dobrą akustykę zrozumiałe było niemal każde zaśpiewane słowo.

W obsadzie - jak to bywa na jubileuszach - nie zabrakło artystów zasłużonych dla tego teatru. Jednak byli także goście. Tatiana Borodina (Halka) i Oleh Lykhach (Jontek) zaprezentowali wszystkie zalety i wady typowe dla śpiewaków ze wschodu. Oboje mają mocne glosy, obojgu brakuje umiejętności finezyjnego wykończenia, zwłaszcza górnych dźwięków. Bardzo naturalną postać Janusza stworzył natomiast młody baryton Mariusz Godlewski.

czytaj więcej
Jacek Marczyński
Rzeczpospolita

W czerni i bieli


Jodły nie szumią na gór szczycie, a rzeka, w której topi się bohaterka, to efektownie podświetlona zapadnia - Laco Adamik wystawił Halkęnowocześnie, ale nie awangardowo. Ambicje Adamika i dyrektorki Opery Wrocławskiej Ewy Michnik były zapewne większe niż tylko uniknięcie zgranego sztafażu. Jeśli chodziło o uczynienie z polskiej opery narodowej spektaklu, który z satysfakcją skonsumuje kulturalny turysta z Europy, to rzecz się udała. Na dodatek udała się także próba takiego przeniesienia opowieści w nieokreślony czas i rzeczywistość i spektakl ciągle jest "o czymś". Adamik opowiedział mianowicie o ludziach i ich emocjach.

Z dystansem rozegrał studium niszczącej namiętności, oderwane od rodzajowości, folkloru, kolorytu lokalnego, krytyki społecznej. Bez mazurów i krzesanych, bez kontuszów i parzenic, bez patriotycznego nadęcia i ambicji tłumaczenia świata. Powstało widowisko łatwe do zaakceptowanie przez widza, któremu szlachetczyzna i góralszczyzna kojarzą się z telewizyjnymi reklamówkami piwa.

Członkowie społecznej elity - myślę, że to określenie lepiej pasuje do tej inscenizacji niż "szlachta" czy "arystokracja", noszą się tutaj na biało, fin de siecle'owo. Mieszkańcy wsi - no bo przecież nie "chłopi" czy "górale" - na czarno, luźno. Czytelne, wizualne rozróżnienie między tymi światami - a Adamika, zdaje się, zupełnie nie interesują rzeczywiste, społeczne podziały, wystarczająco dużo mówi o nich libretto - podkreśla też charakter tańców, które tradycyjnie bywały ozdobą wszystkich inscenizacji Halki. Tym razem przygotowała je ukraińska choreografka Irina Mazur.

Słynny mazur z II aktu, choć z polskim mazurem ma bardzo niewiele wspólnego, bardziej niż z West Side Story kojarzy się z Giocondą. A więc: tradycja, umiar, "dobry smak". Góralskie tańce w III akcie to już żywioł tańca modern, jakim błysnęła Irina Mazur, układając scenki podczas festiwalu Eurowizji. A więc: nieujarzmione emocje, porywczość, niekoniecznie dyscyplina.

Chwaląc balet i solistów, nie można nie zachwycić się grą orkiestry i śpiewem chóru. Warto było czekać tych osiem lat, narzekać na mniej lub bardziej doskonałe systemy nagłośnieniowe w Hali Ludowej i innych miejscach, w których występowali "bezdomni" artyści opery, żeby teraz posłuchać, jak w odnowionym gmachu przy Świdnickiej czysto i potężnie brzmi muzyka.

Swoją skupioną na charakterach, klarowną interpretację Halki Adamik zaczyna już od uwertury. Za przejrzystą kurtyną, bezgłośnie, ale w pozach i ruchach raczej dosłownych Janusz i Halka przeżywają swoją miłość. Za chwilę, zgodnie z oryginalną chronologią libretta Włodzimierza Wolskiego, przeniesiemy się do domu Stolnika. Janusz zaręcza się ze stolnikówną Zofią, ale ciągle myśli o Halce - z małżeństwa dla sercowego kaprysu, rzecz jasna, nie zrezygnuje. To właśnie młody panicz, pełen wątpliwości i rozterek, mocno przestraszony sytuacją i jej konsekwencjami, jest najbardziej frapującą postacią spektaklu (zadanie aktorsko udźwignął baryton Mariusz Godlewski).

Rozpacz, obłęd i w końcu śmierć Halki (granej przez nadekspresyjną w głosie i geście, ale w jednym drugim urzekającą Tatianę Borodinę) to przecież żelazne punkty każdego melodramatu. Ale u Adamika postaci nie są figurami operowej konwencji. Stają się elementami logicznie rozwijającej się psychodramy, na którą patrzy się jak przez szybę - z zaciekawieniem, ale bez wzruszeń.

Dla odmiany postać Jontka Adamik poprowadził właśnie tak, by wyciskać łzy. Jontek, łączący w sobie cechy zastępczego ojca, niespełnionego kochanka, ale przede wszystkim niefortunnego obrońcy naiwnej dziewczyny przed złym światem, to bohater wprost idealny, by go kochać i mu współczuć. W tym gąszczu odruchów serca, rozumu i sumienia zgubiła się nieco Zofia (Aleksandra Buczek). Scena w domu stolnika, gdy piękna szlachcianka krąży wśród gości w poszukiwaniu Janusza, była świetnym preludium do porzuconego w pewnym momencie przez reżysera portretu dziewczyny, która - wiedząc o uwikłaniu narzeczonego i jego ewidentnej, moralnej odpowiedzialności za tragedię Halki - decyduje się na uświęcone przez finanse małżeństwo.

Podczas uwertury Janusz zostawia Halce czerwoną chustę. Ten sam rekwizyt powraca tuż przed finałem, gdy Halka opowiada o śmierci swojego dziecka i zawija chustę wokół przedramienia, tuląc głowę, jakby szeptała do śpiącego niemowlęcia. Nawet jeśli Adamik nieco bezdusznie dokonuje wiwisekcji psychiki bohaterów, to wie też, co to poezja.

czytaj więcej
Adam Domagała
Gazeta Wyborcza

Najbliższe spektakle

Fidelio

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
140 min.
Bilety od:
50 zł
Kup bilet Szczegóły
19 listopada
18:00

Immanuel Kant

Kategoria:
Premiera
Czas trwania:
100 min.
Bilety od:
50 zł
Kup bilet Szczegóły
25 listopada
19:00

Immanuel Kant

Kategoria:
Premiera
Czas trwania:
100 min.
Bilety od:
50 zł
Kup bilet Szczegóły
26 listopada
18:00

PERKUSYJNE ŚPIEWANIE

Kategoria:
Koncert
Czas trwania:
60 min.
Bilety od:
10 zł
Kup bilet Szczegóły
28 listopada
19:00

Głos ludzki

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
Bilety od:
40 zł
Kup bilet Szczegóły
30 listopada
19:00

Ubu Król

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
Bilety od:
40 zł
Kup bilet Szczegóły
2 grudnia
19:00

Operowy Labirynt

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
Bilety od:
5 zł
Kup bilet Szczegóły
3 grudnia
12:00

Eufolia | Ambulo

Kategoria:
Premiera
Czas trwania:
Bilety od:
40 zł
Kup bilet Szczegóły
3 grudnia
18:00

Operowy Labirynt

Kategoria:
Opera
Czas trwania:
Bilety od:
5 zł
Kup bilet Szczegóły
4 grudnia
11:00

W stronę Niepodległej

Kategoria:
Koncert
Czas trwania:
Bilety od:
50 zł
Kup bilet Szczegóły
5 grudnia
19:00