"Dla Wenecji piszę "Damę kameliową" (...). Temat dla naszej własnej epoki! Inny kompozytor nie podjąłby się tego ze względu na kostiumy, epokę i tysiące innych głupstw. Ale ja piszę to z największą przyjemnością" - wyznał Verdi w liście jednemu ze swoich przyjaciół. Kompozytora zainteresował temat z czasów mu współczesnych. Rewolucyjność pomysłu Verdiego polegała na pokazaniu snobistycznej publiczności operowej tego, od czego ta zawsze uciekała i czego istnienia nie chciała do siebie dopuścić. Świata domów publicznych, miłości na sprzedaż, prostytutek i mężczyzn korzystających z ich usług, wreszcie - bohaterki operowej, która nie jest kapłanką druidów czy rzymską boginią. Verdi przekraczał granicę decorum - granicę dobrego smaku i gustu, tego, co przystoi, jest stosowne i piękne. W tamtych czasach o pewnych rzeczach po prostu się nie mówiło, a już na pewno nie w świątyni sztuki. A Verdiego interesowało prawdziwe życie, nie koturn. Dziś, chcąc podążyć za myślą kompozytora, nie wystarczy pokazać na scenie prostytutkę, choćby najbardziej roznegliżowana. W teatrze to już nic nowego. Dzięki mass mediom i obyczajowemu wyzwoleniu nasza tolerancja na nagość i seks w sztuce jest znacznie większa niż widzów sprzed stuleci. Jest jednak w tej operze coś, co zawsze dotyka i nie pozwala o sobie zapomnieć, jeśli myśli się o niej współcześnie, a więc w zgodzie z intencjami Verdiego. To temat śmierci, który ciągle pozostaje dla nas tematem tabu.
Dni Violetty Valery są policzone. Wie, że umiera. I, jak każdy, boi się śmierci. Boi się ostatnich chwil. Jak będą one wyglądać? Czy ktoś będzie przy niej? Nie chce umierać w samotności. Świadomość zbliżającej się śmierci determinuje działania Violetty. "Traviata" jest opowieścią o rozpaczliwej próbie szukania ratunku, o desperackiej próbie odnalezienia straconego czasu. Violetta i jej towarzysze udają, że nie boją się zbliżającej się śmierci. Rzucają się w świat zabawy. Za wszelką cenę. Aby zapomnieć. Aby nie spędzić tych ostatnich chwil samotnie w pustym pokoju. Stać ich na taką rozrywkę. Stać ich na to, by opiekowali się nimi lekarze ubrani nie w białe kitle, a w garnitury, by pielęgniarki przynosiły im lekarstwa na srebrnych tacach. Uczestniczą w wielkich balach, wznoszą toasty, oszukują się. Elegancja, szyk, blichtr. Ale z miejsca, w którym zdecydowali się spędzić resztę dni, z miejsca, na które sami dobrowolnie skazali się, nie ma ucieczki. Dla nich świat zewnętrzny przestał już istnieć. Pozostało oczekiwanie.
Violetta żyje w świecie ułudy i oszustwa. Ale chce się oszukiwać. I desperacko, coraz mocniej brnie w samounicestwienie. Coraz więcej kochanków, coraz więcej seksu, coraz bardziej perwersyjne zachowanie. To namiastka samobójstwa. A z drugiej strony - to jej ostatnia, rozpaczliwa, bezsensowna próba ratowania się za wszelką cenę, choć wiadomo, że żadne lekarstwa już nie pomogą... Nagle w tym wyuzdanym i chorym świecie pojawia się obcy: młody, pełen życia, optymizmu i planów na przyszłość Alfredo, odwiedzający swojego ojca, Giorgia Germonta. Alfreda w Violetcie fascynuje coś, czego nie miała żadna z jego wcześniejszych kobiet: dojrzałość, a jednocześnie ogromny temperament i nieukrywana seksualność. Dla Alfreda to wielka miłość; dla Violetty to także miłość, ale przede wszystkim to szansa na spędzenie ostatnich dni życia w ramionach mężczyzny, który nie traktuje jej jak ekskluzywną dziwkę, ale jak obiekt podziwu i zachwytu. Dla Alfreda Violetta jest niewinną, dobrą, piękną kobietą skrzywdzoną przez los. Dla Violetty Alfredo jest kimś, kogo nigdy dotąd nie znała: młodym naiwnym chłopakiem, który pozwala jej na chwilę przestać myśleć o chorobie i o upokorzeniu zaznanym w życiu. Jego miłość może przynieść Violetcie oczyszczenie, jakiego najbardziej pragnie.
Dawne życie nie daje jednak o sobie zapomnieć. I pojawia się osoba, która rujnuje tę tak czystą, że aż nierealną relację z Alfredem. Giorgio sprzeciwia się temu związkowi. Violetta jest prostytutką, zrujnuje więc życie każdemu mężczyźnie, który będzie chciał się związać z nią jak z normalną kobietą. Giorgio będzie walczył o szczęście i przyszłość syna. Będzie też walczył o Violettę. Może nie tyle ją kocha, co jest do niej i jej usług przyzwyczajony. Musi wrócić stary porządek. Giorgio chce doprowadzić do zakończenia związku Alfreda z Violettą, ponieważ zna życie jak nikt inny. Jako jedyny ma świadomość i pewność, że ta miłość - gdyby nie choroba i zbliżający się koniec Violetty - nie przetrwałaby. Nie wytrzymałaby konfrontacji z przeszłością. Bo prawdziwe życie Violetty to mężczyźni regularnie opłacający jej kreacje, wizyty w salonach piękności i wyjazdy na wakacje w tropikach. To regularny, często wyuzdany seks, w którym nie ma żadnych barier. Giorgio to właśnie chce obojgu uświadomić.
W muzyce Verdiego zapisane są bardzo silne uczucia: namiętność, radość, miłość, zazdrość, lęk przed śmiercią... "Traviata" to nie kolejny ckliwy i miałki romans. To arcydzieło - idealne zespolenie słowa i muzyki tworzące żywą, piękną, mocną opowieść, w której możemy przejrzeć się jak w lustrze. Zastanowić i wzruszyć. Pomyśleć o swoim życiu. I o swojej śmierci. Po to przecież jest teatr.
Tomasz Konina grudzień 2005
Opera w 3 aktach Libretto: Francesco Maria Piave, wg Damy kameliowej A. Dumasa syna Prapremiera: Wenecja, 6 III 1853 Premiera polska: Warszawa 1856
Spektakl w oryginalnej wersji językowej z polskimi napisami Czas trwania: 3 godz.